sobota, 16 stycznia 2016

Praktyczne drobiazgi

Szukacie inspiracji na Dzień Babci?  Być może ktoś z Was skorzysta z tego pomysłu... zachęcam!

Niezliczone ilości plam i plamek po każdym rodzinnym posiłku potrafią nie wyganiać mnie z pralni przez kilka dni. Zwłaszcza autorstwa naszej najmłodszej Latorośli, choć i starszyzna jej nie ustępuje w tej konkurencji zbyt łaskawie. 
Uszyte przeze mnie kiedyś ze starganych wiatrami zasłon, serwetki na ośmioosobowy stół, w liczbie kompletów: 2, plus podarowane przez teściową kolejne 2, najczęściej sypiają w koszu z bielizną po swym krótkim występie na stole. Liczne rodziny z pewnością znają tę radość wspólnego gawędzenia przy parującej zupie lub dobudzanie się wzajemne przy ospałych kanapkach z mleczną zbożówką o poranku. Jedyny minus tych urokliwych chwil to rozbrykane i beztroskie... plamy.

I oto wyszłam z opresji przy okazji szykowania bożonarodzeniowych upominków. Pod koniec pracy nad prezentami dla najbliższych i najstarszych w rodzinie, na próbę przetopiłam jedną serwetkę w podkładkę. Rozmiaru A4. Małą. Dyskretną. Na wystawne kolacje nienadającą się wprawdzie, ale na czwartkowe śniadania i poniedziałkowe obiady- jak znalazł.

Przez dwa tygodnie testowałam ją bezlitośnie. Czy nie będzie się rozklejać? plamić? rysować? Czy wytrzyma trudy służenia naszemu Pięciolatkowi do posiłków z godnością?
Otrzymawszy zaś na wszystkie powyższe pytania odpowiedź twierdzącą, i to bardzo, dziś usiadłam do pracy nad kolejnymi sztukami do... kompletu :)

Zorganizowałam, co potrzebne, poszperałam w szafce z przyborami do decoupage'u, podkradłam synowi szkicownik artystyczny (ma grubsze kartki) i rozgrzałam laminarkę. Nożyczki okazały się zbędne- co mnie jednocześnie zaskoczyło i ucieszyło, gdyż praca okazała się mniej skomplikowana i szybciej się z nią uporałam.

Najprzyjemniejsze w tym pomyśle uznaję to, że otwiera on niezliczoną ilość możliwości estetycznych i daje mi niezłomne przekonanie, że już nigdy nie będzie mnie nękał kłopot w stylu: co mam położyć na stół, by go nie zniszczyć i udekorować w jednym? 

:)


niezbędne materiały: serwetki, folia laminacyjna, kartki A4 :) To wszystko...

Laminacja: przed i po ;)







Rewers....


Awers...








piątek, 15 stycznia 2016

Ninja style ;)

Z przymrużeniem oka ;)

Ciepła, komfortowa, szara przyłbica w duecie z eksperymentalnym otulaczem - kominem.
Dawno nie mierzyłam czegoś tak rozgrzewającego :)

W zamyśle miał do nich dołączyć pompon, ale nie zwyczajny- włóczkowy, lecz szlachetny- puszysty i zwiewny... Czy tak się stało?- nie wiem. Wywędrowali bowiem ode mnie moi waleczni kompani i otulają już inną głowę :)

Już nawet nie pamiętam, kiedy ja to robiłam? Tydzień, dwa, miesiąc temu?...
Ech, ten czas tak szybko umyka.

















czwartek, 14 stycznia 2016

Początek

Październik 2014. Wyjeżdżam na dwa tygodnie z synem w urocze miejsce. Wiem, jak będę spędzać czas i potrzebuję czymś zająć dłonie i umysł. Rozpiera mnie potrzeba znalezienia skrawka aktywności zupełnie mojej, wyłącznej, intymnej.
Więc wracam...

Do lat, kiedy siedząc na młodzieżowej kanapie z zeszytem na kolanach, przy bladym świetle ściennej lampki, przesuwam mechanicznie oczko za oczkiem, przeplatam włóczkę jak myśli przez głowę. Nie ma mnie i jestem najbardziej dotkliwie, jak potrafię.

Już wiem, że na ten wyjazd wezmę włóczkę i druty. Spróbuję znowu. Może tym razem znów mnie pochłonie?
Specjalnie na tę okazję kupuję soczystą włóczkę w odcieniach jesiennej zieleni. Czego tam nie ma? Melanż doskonały, dziś już takiego ze świecą szukać :) 

Moja pierwsza (nieostatnia, jak się okazuje) czapka.... Nie przypuszczałam, że tak we mnie osiądzie ta pasja na długo :).  I szal. Długi, miękki, delikatnie otulający szyję ostatnimi wspomnieniami jesiennych liści i traw...

Byle do wiosny!




























poniedziałek, 4 stycznia 2016

Męska rzecz

Szewc bez butów chodzi, że o rodzinie szewca nie wspomnę.
Czas to zmienić zatem, bezwzględnie przed latem ;)


W męskim kolorze, gdy zimno na dworze, by ogrzać to, co zmarznąć może.

Zaskakująco jedwabista miękkość-  męska chropowatość to zdecydowanie przeżytek...

Komfortowy fason- odejmowanie powagi tam, gdzie to wciąż możliwe...

No i to ciepło, przy minus 12  za oknami - rozkoszne i nadzwyczaj praktyczne.


Spójrzcie tylko, czy nie przesadzam?
Gdzieżby. Nie śmiałabym przecież...
































I jeszcze wersja "natural look":




to cieszy ;)

Milczenie nie oznacza stagnacji.
Odwrotnie.
Gdy praca wciąga, wszystko inne prawie przestaje istnieć. Zwłaszcza, gdy nie ponagla.

W tłumie nowych czapek znalazła się i ta, z kominem. Radosna, o miękkiej strukturze i prostym wzorze. Z pomponem, co to kazał się być nie lada wyzwaniem. Obudził wspomnienia sprzed niemal 30 lat i ostatecznie się udał, jak sądzę.

I już jej nie mam. To cieszy.
Bardzo.
Do zobaczenia na zimowym spacerze:)



niedziela, 22 listopada 2015

Zuzi size

Mnie urzekła, urzekła  Ją też. Tak to jest z dziełami przypadku ;)

Jeszcze tylko doplotłam jej dół, co w parze się nosić, jak znalazł, pozwolił i poszli w świat. 

Do Zuzi.

Tak rzecz ma się z przerywnikami większych robótek, że dają wytchnienie i radość. Nie mniejszą ni większą, niż trzeba. Nie mnie jedynej ;)

Małe retro  już się nosi, jak mniemam..... ot tak:



piątek, 20 listopada 2015

nieszlachetna

Wulgarna i prosta. Nanizana ściśle na szpetne motki, nie znalazłszy nigdy wcześniej żadnej szlachetnej formy, skusiła mnie bezczelnie.

Czy to uczucie znajomo Wam brzmi? Z góry wątpicie w powodzenie, targani mieszanką dziwnego lęku i niepokory. Na przekór sygnałom, wróżącym niepowodzenie, sięgacie po druty, a fantazja już zaciera zgrabne dłonie, Wariatka.

Nadać blasku i kształtu włóczce, która swą chropowatością przywodzi na myśl zwykły, gruboskórny sznurek.
Bez cienia delikatności, szlachetności, uroku.

Ale ja lubię sprawy beznadziejnie niepoprawne.

Choć wciąż waham się, czy nie poległam w swej pysze?...




środa, 18 listopada 2015

dzierganie wieloetapowe

Rzadko podejmuję takie wyzwania, wiedząc, jak wiele czasu zajmie ich stworzenie...
W zatłoczonym drobiazgami życiu wyrwać moment na coś poważnego wymaga przebiegłości.

Ale ponoć cierpliwość popłaca, jak również daje sporo satysfakcji ;)

Gdy dobijemy do brzegu.

Wieloetapowa opowieść o pewnym komplecie na życzenie. Minuty wplatania sympatii i poczucie, że pośpiech może być przeszkodą, a zarazem czasu jest niewiele... Rozterka i frajda. Żmudne przeplatanie oczek, zadowolona fantazja, która mogła sobie pobrykać do woli i poczucie niepewności- czy trafimy w gust?


No i ten zapach....

prawdziwej wełny......



Wyzwanie nr 1. Spódnica.




Przód. Kamizelka.




Tył. Kamizelka.



Całość w komplecie. Satysfakcja ;)




I zwieńczenie= doręczenie= zadowolenie?....
(wybaczcie nieostrość- drżąca z emocji ręka)...


czwartek, 5 listopada 2015

Robótka

Misja

Pasja

Wyzwanie

Przyjemność

Oblizane przez morskie fale. Zagarnięte w przepastną torbę z czerwcowego brzegu. Zmieszane ze wspomnieniami.

I kiedy powieki opadają listopadową chandrą, przeplecioną ze znużeniem, a  bose stopy same wędrują w kierunku sypialni- one stanowią cudowny powód dla poprawy nastroju. Trochę na siłę. Ale działa niezawodnie.

I właśnie znów wyszło słońce :)

No, to do roboty! ups, robótki:




Suszarnia ;)


Półprodukt ;)






niedziela, 25 października 2015

Małe retro

Dzisiaj bez zbędnych słów...

Stała się w dwa dni. I choć miała być zupełnie inna, niż jest, jest taka, jaka jest. Jest słodka.


Eksperyment z nową włóczką chyba się powiódł. Trochę retro, ale zdecydowanie świeżo i dziewczęco.


Na małą, pięcioletnią główkę jak znalazł :)


I tylko dylemat mi pozostał- co z resztą? Szalik czy kolejna czapeczka?....






czwartek, 15 października 2015

Zwyczajny Gość

Miał być towarzyszem dla Niej na zimne wieczory i mroźne poranki. Dopełnić ją sobą.
Wspólnie tworzyliby zgraną parę, radośnie otulającą to, co otulić ciepłem należy :)

Powstawał szybciutko, bo czas ich naglił, lecz i tak się spóźnił o kilka godzin. Teraz czeka, rozżalony, i wygląda dnia, gdy do niej dołączy. Bo- tak jak w życiu bywa- choć sobie przeznaczeni, jeszcze się nie spotkali... ;)

Nieskomplikowany (by nie rzec brutalnie: prosty w fasonie i w wykonaniu) , wyjątkowo łagodny w dotyku, a zarazem rozkosznie ciepły, przyszły partner Czapki - Komin ;)
Jutro wyjeżdża do swojej Ognistej Przyjaciółki.

Nie mogę się już doczekać, gdy ujrzę ich wreszcie RAZEM :D




środa, 7 października 2015

Ognista dla Starszej Pani :)

Przyjechała do mnie w piątek, bym mogła się nią nacieszyć dosłownie chwilę, nie dłużej...

Poświęciłam jej jeden wieczór i mnóstwo serca. Choć nie obyło się bez drobnej korekty ;)

Miała być szczególna. Jak zaufanie, którym obdarzają cię nieliczni.
Miała wprowadzić nutę ciepła w szare jesienne wieczory, okruszynę figlarnej radości w samotne spacery po parku i grudniowe poranki w drodze po codzienne sprawunki. 

A kiedy znów przyjedzie do Wnuków- czekać będzie na nią jeszcze komin- równie miękki, ciepły i przytulny :)

Dziś ognista czapka dla Starszej Pani :) Prawda, że zaskakująca? A jednak:)

I..... już jej nie mam :( ;)





























poniedziałek, 5 października 2015

Morska toń

Wciąż się uczę i nawet trudno powiedzieć, że jestem w pierwszej klasie.
Jestem tak totalnie początkująca, że mogę tylko cieszyć się, że cokolwiek wychodzi spod moich palców :)

Tym razem to była inspiracja... Po sympatycznych odwiedzinach u pewnej Kasi (http://madeinkasia.blogspot.com/), która sama czaruje piękne przedmioty użytkowe z filcu, wróciłam pełna zapału i pasji. Jeszcze większej, niż dotychczas.
I nanizałam pierwsze oczka na.... druty tym razem*. To miało być wyzwanie, inna droga dojścia, acz ten sam cel: czapa :) Szydełko leżało cicho w kącie i spoglądało tęsknym wzrokiem. By się nie pogniewało- zaprosiłam je na ostatnie pociągnięcie.

Oto, co powstało....
Morska toń. Głęboka. Miękka. Falująca ;)





* zazwyczaj rozpoczynam robótkę od szydełkowego łańcuszka na szczycie głowy. Tę czapkę rozpoczęłam od ściągacza.